Zaczęłam czytać ,,101 Dalmantyńczyków" pod wpływem filmu o tym samym tytule. Po obejrzeniu seansu chciałam się zapoznać dla zaspokojenia własnej ciekawości z pierwowzorem. I odnalazłam go w formie PDF (wcześniej zainstalowałem ReadErę w komórce).
Autorka rzeczonej książeczki (3.05.1896 -- 24.11.1968) nie tylko tworzyła powieści, lecz była związana ze sztuką aktorską. W polskim środowisku znano ją głównie z wyżej wymienionej opowiastki oraz autobiograficznej ,,Zdobywam zamek".
Treść z większości z was jest znana głównie z filmu animowanego Walta Disneya i/lub filmu pełnometrażowego o tych samych tytułach. Ci, którzy jej nie znają fabuły albo chcą sobie przypomnieć, wyjaśniam. Szczęśliwi małżonkowie, Pongo i Mimi, zostają rodzicami piętnaściorga szczeniąt. Radość z ich obecności nie trwała długo z powodu Torturelli de Mon (znanej nam jako Cruelli de Mon, takie imię znalazłam w książeczce wydawnictwa ALFA). Po bezimiennym w skutkach porwaniu maluchów, rodzice przybywają im na ratunek. A co dalej, więcej nie zdradzę.
W trakcie lektury zauważyłam pewne różnice między pierwowzorem a adaptacją filmową, większe lub mniejsze, wpływające jednak na odbiór treści. Z tzw. ,,smaczków" wymieniam:
- Obecność 2 niań, a nie jednej
- Dodaktowa dalmantynka
- Okoliczności odebrania porodu i opisu połogu szczeniąt
- Kreacja głównych bohaterów
Natomiast ze znaczących różnic wymieniam:
- Życiorys antagonistki bogatszy w szczegóły niż w filmie (uważnie czytajcie, tam mowa o życiu prywatnym)
- Okoliczności porwania dzieci protagonistów
Więcej różnic nie wymienię z wyżej wymienionego powodu. Natomiast podobieństwo między obydwoma tekstami kultury takie jak ,,ożywienie" najsłabszego maleństwa z miotu się pokrywają.
Zatem uważam, że książka pod każdym względem przebiła film. Dla miłośników filmu będzie nielada gratką, o której mogą nie wiedzieć a wartą spełnionej rozrywki. Nie tylko dorosłym zachęcam do lektury, ale również najmłodszym z ,,fazą na Disney'a" i/lub ,,etapem zachwytu nad pieskami".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz