Witajcie wszystkim!
Chciałam podzielić się przemyśleniami dot. Dnia nadchodzącego. Dnia wszystkich świętych. Jak to jest, kiedy wraz z nadejściem jesieni stajemy się nie tyle zamyśleni co nostalgiczny. Na sobie to doznałam od czasu śmierci ś.p. babci oraz psa (innego niż Piętek, Kajtek😥).
Pamiętam okoliczności pierwszej, kiedy się przewróciła. Był wieczór. Ciocia z dołu krzyczała o ratunek. Przyszłam. I widziałam to co zdażyło się powyżej. Babcia wstać nie mogła. Została przewieziona do szpitala. Przedtem przeczułam, że więcej jej nie ujrzę. Po długim okresie w szpitalu stało się to, co nie uniknione. Modliłam się z rodziną, ażeby dostała się do nieba. Odmówiłyśmy tajemnicę radosną, a nie bolesną na pamiątkę tego, byśmy nie opłakiwały końca jej życia doczesnego, lecz powitania jej życia wiecznego na niebie. Nie obyło się bez łez. Kiedy po raz pierwszy i ostatni widziałam babcię złożoną do trumny (grobu -- później) pomyślałam: "Wygląda, jakby spała". Później z resztą członków rodziny odmówiliśmy pacież. Nagle, widziałam tatę, który dotknął rąk martwej nestorki. Kolejna myśl: "Tata zrobił przede mną, a ja nie". W skutek czego nie dowiedziałam się, czy ś.p. człowiek był naprawdę zimny w dotyku. Potem był karawan, taki długi samochód z otwartym bagażnikiem z tyłu. Szliśmy, szliśmy, szliśmy aż na górę, bo tam był położony cmentarz. Nastąpiła ceremonia. Ksiądz sypnął symbolicznie ziemię na grób. A czterech silnych mężów wciągnęli trumnę babci do grobu. Tam, gdzie pochowany był dziadziuś i reszta nie znanych z więzienia, a że słyszenia odległych przodków. Widziałam również jak Alanek z Oliwierkiem położyli kwiaty na jej grobie. Tak się owy pogrzeb się zakończył. Kiedy nadszedł koronawirus, dośliśmy do wniosku jako rodzina, że babcia zdążyła przed zarazą.
Pamiętam również eutanazję Kajtka, psa ok. 13 letniego. Nie mógł o własnych siłach podnieść się na nogi. Nastęnego dnia przybyła pani weterynarz, dała mu śmiercionośny zastrzyk. Najpierw cały drżał, potem zwrócił zawartość tego, co zjadł i kolejne wstrząsy konwulsji. Widziałam to wszystko z balkonu. Również modliłam się za kajtkową duszę. Oto słowa: ,,Ja nie umieram, ja tylko oczy zamykam, a gdy je otwieram, Chrystusa spotykam". Popłakałam się. A Bartoszek pogrzebał go.
Jeśli macie coś ciekawego do opowiedzenia, proszę, skomentujcie tam poniżej. A tak to życzę wszystkim czytelnikom i czytelniczkom Zdrowych i spokojnych świąt wszystkich świętych👋🙏
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz