Strony

wtorek, 4 października 2022

"Zabójcze maszyny" Philip Reeve

    

Autor: Philip Reeve

Tytuł: "Zabójcze Maszyny"

Podtytuł: "Zabójcze maszyny" #1

Il. stron: 350

Wydawnictwo: Amber

Ocena: 4,75/5 (całkiem przyzwoita)

Wypożyczyłam cykl książkowy ze względu na to, ze widziałam filmowa okładkę I tomu w Biedronce w Dobczycach. A ponieważ była to tylko "głowa" cyklu (tak nazywam w myślach pierwsze tomy, jak w budowie owada), nie kupiłam jej. Za to poprosiłam personel biblioteki o zakup kompletu tego cyklu et voila doczekałam się (musiałam jeszcze poczekać na kolejny i ostatni, ale to drobnostka).

    Philip Reeve (ur. 28.02.1966) brytyjski autor i ilustrator książek dla dzieci a sławę na cały świat rozsławił powieścią Zabójcze maszyny w 2001. Zanim się stał ilustratorem, to przez pewien czas pracował w księgarni. Jego autorskie ilustracje się znajdują w m.in. Strrraszna historia. Jego dzieła to m.in. cykl Buster Bayliss (dla młodszych) oraz cykl Zabójcze maszyny (dla starszych).

    Pierwszy tom czterotomowego cyklu Zabójcze maszyny, w którym Philip Reeve stworzył jeden z najwspanialszych fantastycznych światów, jakie kiedykolwiek wykreowano.



Sześćdziesiąt minut – tyle wystarczyło, żeby zniszczyć ludzką cywilizację. Tysiące lat później nastała nowa era ruchomych miast. Miasta drapieżcy na gigantycznych gąsienicach przemierzają wyludnioną Ziemię. Polują: atakują, walczą i pożerają się nawzajem.

Londyn dostrzegł zdobycz. Małe miasteczko nie ma szans. Londyn jest wielki, szybki i... głodny.

Podczas polowania Wielki Mistrz Cechu Historyków Londynu zostaje zaatakowany sztyletem przez tajemniczą dziewczynę. Życie ratuje mu młody czeladnik. W pogoni za napastniczką zostaje wyrzucony z pędzącego miasta. Na jałowych pustkowiach wielkiego Terenu Polowań ci dwoje, których wszystko dzieli, są zdani tylko na siebie. Wśród przemocy, brutalności i nieustannego niebezpieczeństwa Tom i Hester muszą walczyć o życie i przyszłość świata… [Lubimy czytać]

    Z początku to miałam coś podobnego z Goblinami w odniesieniu do Toma: młodszy popychany przez starszych. Dodatkowo jest wpatrzony w swego "idola" jak na jakieś bożyszcze. Dopiero sprawa z Valentine'm (jego "idol", niedoszły) sprawiła, ze z biegiem rozwoju akcji zmienia się do niego stosunek, miasta (karmiony był główny bohater czymś w rodzaju propagandy o Londynie jako "najczystszym mieście") oraz do Hester Shaw, niedoszłej zabójczyni jego "idola". Dziewczyna z powodu straty rodziców oraz zeszpecenia jej twarzy (doprowadzającej do tego, ze ma coś w rodzaju "grymasu na twarzy" oraz częściowej ślepoty) przez niewydarzonego historyka, po prostu szukała na nim zemsty. Wyczulam w niej tzw. Syndrom Ocaleńca (po porostu się czuła winna, ze to ona przeżyła, a nie jej rodzina). A relacja miedzy głównymi bohaterami (Tom + Hester) to raczej chłodne powitanie, w którym znajomość ta stopniowo się ociepla na tyle, żeby uznała go za swojego sojusznika. Choć czasem pojawiają się sugestie, ze jest miedzy nimi coś więcej (a w szczególności z ust osób postronnych) np. "Gruchające gołąbki". Ale nie tylko u nich. Relacja Miedzy Katherine a Podem zaczęła się od szukania poszlak i wskazówek odnośnie wyżej wspomnianej oszpeconej dziewczyny (choć pisząc to nie jestem pewna, czy przypadkiem nie dokonuję coś w rodzaju hate'u🤔). Córuś Valentine'a z początku tez tak samo jak Tom była ślepo wpatrzona w swojego ojca. Dopiero obecność rzeczonej dziewczyny oraz jego tajemniczy wylot na misje wzbudzał w niej podejrzenie, ze coś przed nią ukrywa. Dopiero pod koniec książki straciła już resztki nadziei wobec ojca. A Pod, choć był naocznym świadkiem napaści na miasto, przez długi czas się nie pojawiał aż do II poł. książki. Właściwie był wynikiem wprowadzenia mentalności pewnego cechu (łysa głowa, brak doświadczeń męsko-damskich i ostatecznie chwila zabicia człowieka w celu jej ocalenia). A rzeczony Valentine. Ehhh. Po prostu na początku od razu wzbudził we mnie podejrzenie od chwili podarcia papieru. Tak. Szczególnie bardzo ważnego. A potem było po nim jeszcze gorzej😠😞. Choć miewał chwilami coś jakby momenty nawrócenia jak się działo pod koniec książki. Niestety, rychło czas. A całokształtem I tom mi przypomina opowieść o stopniowej utracie złudzeń wobec autorytetów, najbliższego otoczenia i tzw. obcych. Nawet główni bohaterowie nie mogli się pogodzić się z faktem śmierci z ich ręki a w szczególności się to dzieje u Toma.

    Polecam wszystkim miłośnikom fantastyki, sci-fi i young adult, choć jeśli szukacie tam tych momentów, nie tędy droga. Ze względu na opis wątkow romantycznych w tym nurcie wiekowym pojawiają się tzw. niedomówienia, niedopowiedzenia. Po prostu bohaterowie się ograniczają do pocałunków. Ażeby co wrażliwszych czytelników nie wystraszyć, choć pojawia się tzw. myślozbrodnia w stosunku do scen mordobić, w których się zaczytują. A tak to życzę wszystkim dobrej lektury, Marta 😏

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz