Autorka: Lucinda Riley
Tytuł: ,,Tajemnice Fleat House"
Wydawnictwo: Albatros
Il. Stron: ok. 432
Ocena: 4/5 (gdyby nie wątki sodomickie, to bym dała i więcej)
Wypożyczyłam książkę z biblioteki mamie ze względu na jej (i mój jak się okazało) tzw. "Hype" na twórczość tej pani. Ze względu na fakt wydłużonego oczekiwania, stała się jakby ,,przedsmakiem" do ostatniego tomu ,,Siedmiu sióstr", który się właśnie pisze.
Informacja o Lucindzie Riley podałam w podanym linku: https://kronikaliterackapl.blogspot.com/2021/11/pierwsze-tomy-siedmiu-siostr-lucinda.html?m=1. Dodatkowo jej syn, Harry Whittaker, już na samym wstępie zaznaczył o tym, że ta książka to jedna z wcześniejszych dzieł (powstała w 2006r.) a autorka chciała do niej wrócić po zakończeniu cyklu ,,Siedem sióstr". Niestety, nie zdążyła. Rak przełyku. Natomiast jej syn po drobnej korekcie redakcyjnej, puścił w obieg tę, którą mam zamiar zrecenzować.
Niepublikowana dotąd powieść Lucindy Riley.
To szczególna pozycja, którą autorka udowodniła, że potrafi wykraczać poza ramy powieści obyczajowej, i zrobiła to w doskonałym stylu.
„Tajemnice Fleat House” to powieść kryminalna i choć nasuwają się przy niej oczywiste skojarzenia z Agathą Christie, z resztą twórczości Lucindy Riley łączy ją sposób splatania aktualnych wydarzeń z przeszłością.
Prywatna szkoła z internatem na angielskiej prowincji.
Podejrzana śmierć jednego z uczniów.
Kolejny zgon osoby związanej ze szkołą, który nie może być przypadkowy.
Zniknięcie małego chłopca.
A wszystko to owiane całunem tajemnicy.
Kiedy w internacie Szkoły Świętego Szczepana umiera jeden ze starszych uczniów, wszystko wskazuje na to, że nie doszło do przestępstwa. Wpływowy ojciec chłopca domaga się jednak wszczęcia śledztwa.
Prowadzenie dochodzenia zostaje powierzone młodej błyskotliwej detektyw Jazz Hunter, która ma za sobą bardzo ciężki rok. Czeka ją trudne zadanie, choćby dlatego, że nie jest w stanie wykrzesać w sobie sympatii dla ofiary. Ale przede wszystkim dlatego, że osoby, z którymi rozmawia, wyraźnie coś przed nią ukrywają. I Jazz czuje, że nie chodzi im tylko o chronienie dobrego imienia szkoły.
Jazz, która musi walczyć z własnymi demonami, zaczyna zdawać sobie sprawę, że czeka ją najbardziej skomplikowane śledztwo w jej karierze. Bo Fleat House skrywa tajemnice tak mroczne, że być może sama nie chciałaby ich odkryć. [Lubimy czytać]
Jak zaznaczono na ,,blurbie" (streszczenie bez zakończenia) zagadka, a właściwie trzy pomniejsze, sprawiają wrażenie przerostu treści nad formą. Z reguły jeden tom kryminału jest poświęcony raczej jednej zagadce i/lub zabójstwie. A tu: z tych trzech nadrzędnych dochodzeń powinny zostać poświęcone z przynajmniej trzy tomy jak nie więcej. Jednak dosyć na temat strony technicznej. Zapomniałam o bohaterach😅😂. Najpierw omówię Jazz Hunter. Po prostu jej sytuacja życiowa do jakiegoś stopnia przypomina mojej rodziny. Ktoś nieproszony (w tym wypadku jej były) ,,wciubia się" w nie swoje sprawy (tu: jej ,,nie-randka" z panem od pracy uniwersyteckiej). Bohaterka ma do niego nie tyle urazę co żal za podkopanie je pewności siebie poprzez kwestionowanie jej sprwczości w policji i ostatecznie jego zdrada małżeńska przelała czarę goryczy. Rozeszli się. Do tej pory radziła sobie bez niego, a tak się działo na początku i przez I połowę książki. I nawet na samym wstępie zagościła się w nowym miejscu z dala od Londynu aż do otrzymania zlecenia przez byłego szefa z policji. Natomiast zachowanie byłej żony Davida Millara, Angeliny dla mnie sprawia wrażenie na nielogiczne. Skoro uważa się za matkę nadopiekuńczą, to dlaczego wcześniej nie odebrała swojego synka z grypą. Nawet nie od razu skojarzyła jak jej były małżonek (pomimo problemu z alkoholem, to dziw, że się połapał i tak naprawdę się nim interesuje) , że coś się złego dzieje z jej dzieckiem. A jak dochodzi do ujawnienia przed jej kochasiem, Julianem Forbsem, faktu obecności syna z jej pierwszego małżeństwa, to się wykręcała ,,nie teraz". Jakby się miotała między synem a kochankiem. Coś mi tu śmierdzi🤔. A gdyby jej synek umarł nie daj Boże w szkole, to nawet by tego nie zauważyła. Nawet pani sprzątająca, o której więcej nie zdradzę też doszła do tego samego wniosku co ja. A na "dzień dobry" to nawet myśli Charliego Cavendisha ukazywały go jako człowieka, który ma za nic pieniądze, dom, wszystko. Nawet przepisany na niego dom by sprzedał. I jeszcze wstydliwa tajemnica rodu Conaughtów powiązana z Corinem i jego znajomkiem (inaczej o nim nie pomyślę), Hugh Danemanem. I na dobicie, co ten drugi mu zrobił Rory'emu (synkowi Millarów). Ohyda🤢🤮. I nareście, obydwaj nie żyją i nie będzie wstydu na całą wiochę. Koniec krytyki. A teraz pochwała. Nie spodziewałam się zainteresowania dzieckiem ze strony ojca. Z reguły opieka nad dzieckiem (w szczególności w dawniejszych wiekach) padła na mamę. Obecnie się to zmienia (szczególnie w latach 20., naprawdę widziałam ojców/tatusiów [niepotrzebne skreślić]), jednak nie wiem nic o stosunkach opieki ojcowskiego nad dziećmi na przełomie XX w. I XXI w. Tym bardziej, że sam się znajduje w nielepszej sytuacji. I nawet nie pił przy dziecku. To naprawdę muszę przyznać, że to wręcz heroizm. Jednak alkohol jednak nie stępił mu instynktu ojcowskiego. Choć sam przyznał się do chwil ,,urwania filmu" przy dochodzeniu. Mogłabym tak długo pisać, jednak muszę je skończyć by nie doszło do spoileru.
Komu polecić książkę? Przede wszystkim miłośnikom romansów i powieści obyczajowych oraz przede wszystkim miłośnikom klasycznych kryminałów oraz że względu na atmosferę nadzieii w końcówce powieści, twórczości pisarskiej Lucinda Riley. Jednak jeśli ktoś się spodziewa na rychłe rozwiązanie zagadki, nie ma mowy. Akcja się toczy spokojnie, więc nie spodziewaj się tempa akcji na złamanie karku. Jeśli ktoś ma mniej niż 25 lat, książka jest twoja. W przeciwnym wypadku - odpuść sobie. A tak to życzę wszystkim czytelnikom i czytelniczki dobrej lektury składa Marta 😉

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz