Autorka: Lucinda Riley
Tytuł: ,,Siostra Księżyca"
Podtytuł: ,,Siedem sióstr" #5
Il. stron: 576
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 4/5 (wątek współczesny) + 5/5 (wątek historyczny) = 4,5/5 (całość)
Okoliczności wypożyczenia książki zostały opisane w poprzednim poście: https://kronikaliterackapl.blogspot.com/2021/12/siostra-pery-lucinda-riley.html?m=1.
Informacja o Lucindzie Riley podałam w podanym linku: https://kronikaliterackapl.blogspot.com/2021/11/pierwsze-tomy-siedmiu-siostr-lucinda.html?m=1.
Tiggy po śmierci Pa Salta przeniosła się do Szkocji, a dokładniej Kinnaird, by się zajęła tym, co najbardziej kochała -- opieką nad zwierzętami. W międzyczasie poznaje właściciela posiadłości, Charliego oraz Chilly'ego, ówczesnego Cygana/Roma. Ten drugi ujawnił przed nią przepowiednię o powrocie do Grenady oraz uświadomił ją o jej darze uzdrawiania. W cieniu Alhambry nasza bohaterka odkrywa powiązanie z członkami ówczesnej społeczności Sacramonte zmuszone do opuszczenia targanej wojną domową Ojczyzny. Do niej należała La Candela -- największa tancerka flamenco wszechczasów. A pod okiem pewnej czarownicy Tiggy doskonala swój talent. Nadszedł dla niej czas wyboru między rodziną a nim.
W części współczesnej zauważyłam coraz więcej informacji odnośnie o okolicznościach śmierci ojca Zeda Eszu. Okazuje się, że są zgoła inne niż na to wskazywały. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na sprawę molestawania kobiet na przykładzie nachodzenia Tiggy przez Zeda, drogich prezentów i wrażenie jak ona to określiła ,,jakby się prostytuowała". Co ważne z początku grzecznie odzywała się w obliczu zagrożenia, natomiast pod koniec książki robiła z nauk pobieranych przez uzdrowicielkę nauk w tym wypadku na Frasierze. Czyli widać rozwój jej postaci. A w części historycznej była mowa o osiadłych Cyganach/Romach. O dziwo, jak byłam młodsza, to widziałam na miejscu tych węgierskich , którzy są na targu we środę , a potem ich nie ma. A to była lekka dygresja z mojej strony. No tak, niezależnie od okoliczności i kontekstu historycznego znajdzie się wspólny mianownik -- niewierny mąż a żona z dziećmi z domostwem na głowie. A Lucía Amaya Albaycín też nie była wyjątkiem. Choć była z ojcem w trasie, to jej wrodzony temperament się nasilił (czyli porywczosć w tym niecierpliwość). I się nie dziwię podjętych przez nią wyborów. Wpłynęły na całą rodzinę, łącznie z jej potomkami. Lecz w ostatecznym rozrachunku lektura była przednia. Nareszcie co raz więcej Pa Salta :))
Komu mam polecić? Przede wszystkim tym, którzy wytrwali w lekturze chronologiczny ,,Siemiu Sióstr". Jeśli tego dokonali, gratuluję im. W przeciwnym wypadku mogą nie uchwycić wszechobecnych smaczków na kartach powieści. Ci, którzy czytają jak są dostępne na półkach księgarń/bibliotek/półek znajomych, co najwyżej uznają ją za godną polecenia lekturę. Dobrej lektury ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz